Pętla czasu ( zdjęcie 33 #projekt365 )


            Wczorajszy dzień mogę śmiało podsumować tą piękną tabliczką, którą dostałam od Moniki. Mniej więcej właśnie moc podobnych życzeń otrzymałam w takiej ilości, że ledwie ogarniałam świat. To bardzo miłe uczucie, że tyle osób myśli ciepło o kimś często wszak obcym, bo wiele życzeń było od osób poznanych na fb, a często nie mieliśmy szansy się jeszcze poznać osobiście. Z jednej strony mam dystans do znajomości internetowych, ale z drugiej właśnie w "sieci" poznałam wiele dobrych duchów, którzy utrzymują ze mną bardzo dobry kontakt od lat. Niektóre znam od 2006 roku, czyli od mojego pierwszego bloga. Wtedy jeszcze internet dopiero stawiał swoje pierwsze kroki, ale już wtedy też pojawiał się w sieci hejt. Jednak czas leci, sama mam więcej lat, więcej luzu w pisaniu, blogowaniu i patrzeniu na ludzi. Choć to nie czas nas zmienia, to my się zmieniamy w czasie. Więcej widzimy, choć nie zawsze o tym mówimy. Dostrzegamy kreowanie się, dobieranie sztuczne słów. Im dłużej kogoś czytasz, patrzysz w jego zapisy, tym mocniej wyłapiesz sztuczności, niezgodności. Wtedy łatwiej odsiać tych, których chcesz mieć blisko siebie, od tych, którzy tylko są, by pewnego dnia ugryźć.
          Wczoraj rozmawiając z jedną z dziewczyn, śmiałyśmy się obie, że nas się kocha albo nienawidzi. No coś w tym jest, bo osobiście często najpierw milczę, ale jak już ktoś zagotuje mi krew to gryzę, wylewam z siebie niczym uśpiony wulkan. Walę prawdę prosto w twarz, więc bywa, że jestem postrzegana jako osoba ostra. Gdy popełnię błąd, przeproszę. Mam uczulenie na głupotę ludzką, na wynoszenie się ponad, na kłamanie i na udawanie. Nie lubię być traktowana jak dziwka, bo część osób czasami tak właśnie z nami postępuje. Używa nas, czyniąc to czasami w tak białych rękawiczkach, że myślą, że im to ujdzie na sucho. Nie mszczę się. Wolę spalić most. Wierzę w karmę. Wiem, że moje łzy nie płyną na próżno. Sama mścić się nie muszę, bo wiem, że los danej osobie i tak wyrówna. Wiele osób mówi, że jestem silna. To nie jest prawdą. Jestem zaradna. To jest dobre słowo. Ból pcha mnie do przodu, a nie zamraża. Strach powoduje, że myślę szybciej, szukam rozwiązania, a nie ucieczki. 
       Skąd to mam? Tak mnie wytresowano. Kiedyś mama się na mnie mocno żachnęła, gdy w jednym w wywiadów pojawiło się to porównanie w stosunku do mnie. Jednak to prawda. Byłam trzymana na krótkiej smyczy, musiałam być czujna, często zgadywać, czego matka chce, niczym ona sama zapragnie. Żyłam w sporym strachu, choć mój psycholog i psychiatra dziwił się, że wytrwałam. Żyłam w świecie regularnych kar cielesnych, ale najmocniej bolały słowne. Nie boję się już o tym pisać, bo właśnie tamten czas sprawił, że jestem jaka jestem. Widzę ostro, działam, prę, wywołuję szczęście. Jestem jak dobrze wytresowany człowiek. W dzieciństwie miałam problem z rówieśnikami. Wyglądałam jak dziecko odrealnione od reszty świata. Nikt nie wiedział, że zwyczajnie mam tyle w sobie strachu, że nie mam siły wyjść na zewnątrz. Byłam wielkim zagubieniem. Teraz mając 47 lat wiem, że strach przełożyłam w działanie. Pewnie to czyni mnie dość nieznośną, ale czuję się w tym ciele dobrze. Wielkiej siły potrzebowałam, żeby nie powielić schematów. Gdy cię biją nie oznacza, że bić musisz. Gdy cię niszczą słowem nie oznacza, że i ty masz tak czynisz. Choć to wymaga pracy i nie zawsze łatwo to przychodzi. Wiem, że moje dzieci nie miały łatwej mamy. Miały kogoś, kto się szarpał w wewnętrznej walce, bo zło pod skórą mieszkało.
       Patrzę jak oni teraz sobie radzą. Nie wciskam się w nich. Wiem, że dadzą radę. Wiem, że jak zadzwonią w środku nocy, to rzucę wszystko i pojadę, polecę, ruszę Ziemię, żeby im pomóc. Mam nadzieję, że ich życie będzie lepsze, będzie radośniejsze, będzie pełne miłych niespodzianek od losu. Mówią, że to pokolenie Millenialsów, że więcej chcą, że są roszczeniowi. Tylko, że to my rodzice ich takich tworzyliśmy. Daliśmy im to, czego nie mieliśmy. Oni nie są winni temu, że świat ich porwał, bo to my im pootwieraliśmy wszystkie okna i drzwi na raz. Dajmy im szansę. Oni chcą więcej, bo to my powiedzieliśmy - łap życie! Żyj pełniej! Nie bój się iść własną drogą! Jeśli któreś z nich się zgubiło, to nie dlatego, że złe jest do kości. Ono się po prostu zgubiło w tym chaosie świata.
        Cieszę się, że nasza młodzież wie, czego chce i co ważne, dążą sami do tego. Nie czekają na mannę z nieba. Wiedzą, że chcieć to móc. Wiedzą, że nie wszystko musi nam wyjść. Wiedzą, że jeśli upadną, to jest ktoś, kto poda rękę. Wierzę, że oni pewnego dnia zmienią świat na lepszy. 
        Takie oto refleksje towarzyszyły mi wczoraj. Zamknęłam kolejne koło życia. Dziś otwieram nowy rozdział. Jak będzie, nie wie nikt, ale muszę wierzyć, że znowu się czegoś nauczyłam, więc to co nowe będzie ciekawe, niezwykłe i mam nadzieję, że dobre. "Myśl pozytywnie" - dobre hasło na nowy rok życia.

Ps. Nie wiem skąd Monia wiedziała, że kocham pastylki miętowe, ale trafiła w sedno. Mniam, mniam...

( zdjęcie 33 #projekt365)

Komentarze

  1. Mam podobne skojarzenia w stosunku do syna i jego kolegów, są otwarci, odważniejsi, niż my. Nie przywiązują się do miejsca pracy, praca ma dawać satysfakcję, rozwój i pieniądze, a pieniądze są po to, by je mądrze wydawać, ale mieć tez trochę przyjemności.
    Czasem żałuję, że wychowywana byłam inaczej i w innych czasach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana nie mamy czego żałować, bo my się uczyłyśmy i bez tego nie mogłybyśmy ukształtować takich wspaniałych ludzi :)

      Usuń
  2. Współczuje przez co musiałaś przejść i jednocześnie bardzo Cię podziwiam. Też chciałbym być tak silna, staram się może jeszcze będę. Myślę, że dałaś swoim dzieciom bardzo dużo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dziećmi jak to mówią, to czas pokaże. A Tobie ślę moją moc. Tulę do serducha

      Usuń

Prześlij komentarz