Piszę, czytam, snuję się. ( dzień 4 #projekt365 )



         Też macie takie dni, kiedy Wam się nic nie chce? U mnie tak właśnie jest dziś. Na dworze szaro, buro i ponuro. Do tego wszystkiego znowu wieje i pada na zmianę. W taką pogodę najlepiej rozpalić w kominku, wleźć pod kocyk i czytać. 
          Śmieję się, że gdyby mi się chciało, jak mi się nie chce, to bym dziś może odkryła lek na wszelkie zło. Niestety nie możecie na mnie liczyć. Dziś zamierzam snuć się. Założyłam tym razem dres, grube skarpety, napaliłam w kominku, ale też jak widzicie zrobiłam sobie nastrój idealny do snucia opowieści o pewnym domu w Zielątkowie. 
          Piszę teraz historię pewnej Doroty, która ma do rozwiązania zagadkę, musi zrozumieć, czy nadal chce kochać i co ważne poznaje wieś, tak bliską mojemu sercu. Z Wydawnictwa Kobiecego dostałam wiadomość, że moja wcześniejsza książka wpadła teraz w ręce osoby sprawdzającej, czy to co stworzyłam ma ręce i nogi, czyli ile jest warte te moje składanie słów. Mogę być tylko pełna nadziei, nic więcej nie pozostaje w tym przypadku. Spisuję kolejne pomysły, a rosną w tempie szalonym. Może to przez to, że jestem typem śpiącym i śniącym. Gdy się budzę, to nie zapominam, gdzie mnie nogi niosły w świecie Morfeusza. Czasami potrzebuję wręcz chwili, żeby jak mówi mój mąż, wrócić do rzeczywistości. Śmieję się, że powinien się cieszyć, że jeszcze przy tym wszystkim nie gadam, bo miałby chłopina przechlapane w nocy. Dopiero, gdy siadamy do śniadania, to opowiadam synowi, mężowi, czasami córce, gdy wleci do nas na weekend, gdzie też błądziły moje nogi, w jakim to świecie znowu byłam. 
          Mam zeszyt, w który staram się zapisywać od lat pomysły, spostrzeżenia, uwagi, cytaty. Sięgam do tego świata i czuję, że moja postać nabiera rumieńców. Kreowanie czyjegoś życia przypomina mi szycie lalki. Na samym początku mam jakiś korpus, któremu maluję rysy twarzy, nadaję charakter, a na samym końcu staram się tchnąć w nią życie. To bardzo podobny proces twórczy. Gdy już kończysz, zaczynasz się martwić, czy jest już dobra, czy ma w sobie to coś, czy zadowolisz osobę, dla której tworzysz. Tyle, że zabawka trafia w pojedyncze dłonie... A książka to okno na świat dla wielu... Człowiek musi był pełen wiary, że mu się udało, ale i tak pozostaje obawa, czy tak do końca dał radę przekazać, to co miał nie tylko w głowie, ale też w serduchu. Mój mąż, który koryguje moje opowieści jako pierwszy, często się śmieje, że moje myśli galopują i musi pilnować, żebym nie gubiła ścieżek. Jesteśmy takim pełnym ZEN. On rzuca kłodę i mówi, sprawdzam! A ja rzucam pomysł i mówię, idziesz ze mną? Cóż, łatwo to on ze mną nie ma.

 ( Zdjęcie oczywiście z #projekt365  - dzisiaj dzień 4 )

          Dajcie znać jaka pogoda u Was? Jakie książki lubicie czytać? U mnie na tapecie teraz "Z mgły zrodzony" Brandona Sandersona. 
          

Komentarze

  1. U mnie śniegu po pas - machałam parę chwil temu łopatą i aby odśnieżyć wjazd i aby odśnieżyć sarenkom dostęp do jabłek. Wbrew pozorom lubię tę robotę, bo lubię się zdrowo zmęczyć. Jeśli chodzi o książki, to obecnie chłonę każde słowo z "Klubu Pickwicka", który uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię pracę fizyczną, głównie, gdy mam coś do poukładania w głowie. W domu się śmieją, że wpadam wtedy w szał. Muszą biedni chować przede mną swoje skarby, żebym i je nie wymiotła. Co do Dickensa to lubiłam w nim zabawę słowem. Moja koleżanka, pani dr filologii śmiała się, że w związku z tym, że wyrosłam na wielu klasykach, to wychodzą oni ze mnie w połączeniu z naleciałościami językowymi związanymi z moimi korzeniami ... ale czyż zbrodnią jest używać słów, które nas tworzyły, a już wielu o nich zapomniało. Teraz, gdy mi powiedziałaś co tak kochasz, w Twoim ostatnim tekście czuć styl z Pickwicka ... Uznaj to proszę za komplement. Masz temperament w tym co piszesz i jak dobierasz słowa. W tekście czuję rytm, głównie, gdy coś podkreślasz. Nie mam doświadczenia pisarskiego, piszę tylko co czuję, a czytanie Cię sprawia mi przyjemność.

      Usuń

  2. Dzisiaj też mam taki dzień, że nic tylko się snuć :) też tego dnia trochę ruszyłam z moją książką, pisać każdy może, ale jak widać Ty masz talent ^^ Gratuluję i nadal mocno trzymam kciuki :* Tak, tworzenie postaci ma w sobie coś z szycia, pięknie to ujęłaś :) mam podobnie. Ja czasem gadam sama do siebie, albo za bardzo wczuję się w postać, to rodzinka ma ze mnie ubaw :P Narzeczony też pisze to wzajemnie się sprawdzamy ;)
    Książek czytam mnóstwo i kocham wiele gatunków. Na pierwszym miejscu pozostanie zawsze fantastyka, którą po kochałam z głosu taty nim jeszcze nauczyłam się czytać sama :). Nie pogardzę też obyczajówką, szczególnie taką wzruszającą; mrocznym horrorem; czy dobrym thrillerem :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana pisać pewnie, że każdy może, byleby czuł z tego radość. Tam samo może szyć, malować, składać origami. Liczy się pasja płynąca z serca. Co do talentu, trudno orzec, myślę, że mam miłość do składania słów, to według mnie bliższe prawdy. A gadanie samo do siebie jest ponoć według naukowców oznaką osoby o dużej sile przekazu, która za bardzo nie wie, jak w sobie pomieścić to, co się w nim kłębi. Teraz co do sf, które też jest naszą rodzinną pasją, tak jak i fantasy, daj znać, jakiego autora kochasz najbardziej. Może łączy nas więcej niż myślisz. A dobra obyczajówkę uwielbiam, bo życie w niej zawsze ciekawe.

      Usuń
  3. Na Podlasiu śnieg i mróz, szadź się szroni. Zimno i zimowo. :) Do kawy i kocyka czytam kolejną część "Algorytmu Wojny" Cholewy. Kocham S-F a ten autor przywrócił mi wiarę, że polska fantastyka jeszcze nie umarła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biję się w pierś Cholewy nie czytałam i chętnie sięgnę. Jak mawia mój mąż, doba wciąż za krótka, a biblioteka choć potężna, ma nadal za mało półek. U nas śnieg był dotąd całe trzy dni i potem znikł. Mieszkam w gminie, która się nazywa Suchy Las i muszę się potwierdzić, że u nas latem sucho, za to zimą deszczowo. Ot taki mamy tu klimat.

      Usuń
  4. Za oknem szaro i ponuro, tak jak u ciebie, a ja pełna energii.
    Kończę czytać "Trzykroć wrzasnął kocur szary" Alana Bradleya. Ciekawie napisana, ale przypisów ma mnóstwo. Czasami na 1/3 strony.
    Pokazywałam koleżankom na UUTW jak zrobić czekoladownik, więc sama zrobiłam dwa ;-) Zresztą będzie o tym dzisiejszy post :-)
    Miło mi, że dołączyłaś do moich obserwatorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O czekoladniki są wspaniałe na prezenty. Moja przyszła synowa tworzy kartki i inne takie. Cieszę się, że masz tyle energii. U mnie się ona pojawiła pod wieczór, jakby nagle sobie przypomniała, że dobrze byłoby wpaść i mi pomóc. Dzięki tej energii przewietrzyłam szafę. Zawsze coś wykonanego na liście: "zrobić wreszcie, bo ciuchy lecą z szafy" :) Kiedyś już Cię miałam w obserwowanych, ale na moim starym blogu. Teraz wracam do pisania i do dawnych szlaków blogowych

      Usuń
  5. Urokliwy lampion. U mnie teraz pada, o snuciu sie po domu nie ma mowy, koniec semestru, dopiero wróciłam z pracy.
    Ja sny często zapominam z rana, ale czasem przypomną o sobie po czasie.
    Czytam teraz Jodi Picoult - jedna z moich ulubionych autorek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lampion za całe 5 zł zdaje się... mąż kupował, bo wie, że lubię takie małe coś, co rozjaśnia dom w dni smutne. No tak koniec semestru to zawsze sporo pracy na głowie. My rękodzielnicy w styczniu mamy lekką labę, ale myślę, że jeszcze z dwa dni udawania, że nic nie robię i wrócę do działania. Ze snami masz jak mój mąż. On też budzi się i sen znika, ale właśnie po kilku dniach wpada i opowiada mi historię ze środka nocy. Co do Picoult to sięga trudnych tematów, wyborów i wahań ludzkiej natury. Lubię takie klimaty tak w książkach, jak i filmach. Francuzi są w tym specjalistami. Dziś właśnie rozmawiałam o tym z pewną dziewczyną z Białorusi, która mnie zagadnęła widząc, że często wspominam kino zachodnie. Lubię filmy angielskie, francuskie, niemieckie, ale też włoskie czy hiszpańskie.

      Usuń
  6. Piękny!!! U nas miasto cudnie zasypane śniegiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas odrobinę pada, ale topi się wszystko, bo za ciepło przy gruncie. Pocieszam się myślą, że ponoć za tydzień u nas też ma być biało. Zobaczymy :)

      Usuń
  7. Widzę że też piszesz książki i sprawia Ci to radość.
    Pisanie ma wielką moc w sobie. Wiem coś o tym, bo napisałam już 3 ksiązki i ciągle coś piszę.
    A teraz sobie leżę w łóżeczku bo muszę.
    Życzę Ci samych pięknych chwil i wiele radości.
    :-)
    Zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszę, ale czy uda wyjść się z ukrycia, czas pokaże. Zajrzałam do Ciebie i już nas połączyłam. A leżenie z czym związane? Coś ze zdrowiem? Jeśli tak to ślę moc zdrówka.

      Usuń
  8. U mnie śniegu ogrom a zapowiadają dzisiaj kolejne jego dostawy. Lubie zimę, nawet to jego niechciejstwo i lenistwo. Właśnie dlatego chyba lubię, że mogę nie przepracowywać sie jak w cieplejsze pory roku. Zima to czas odpoczynku i refleksji. Czas pisania, czytania, oglądania filmów (wczoraj widziałam świetny "Czarny Łabędź" z N. Portman), snucia sie po kątach, dokładania do pieca, rozmowy z bliskimi. Zima to dobry czas, niezależnie od tego, co na zewnątrz. Niech więc trwa, niech daje nam to, co ma najlepszego.
    Pozdrawiam Cie serdecznie Pani Niteczko (piękny nick!*)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zima pełna śniegu to bajka. U nas ciągle mi go jakoś za mało. Faktem jest, że to dobry czas na nadrabianie czytania i innych przyjemności. U mnie na tapecie filmy francuskie - "Chwastów się nie wyrywa" - świetne studium przemiany. A nick ... stary już, wrósł już we mnie i pewnie zostanie na zawsze.

      Usuń
  9. Kradnę czas na nieregularne czytanie. Teraz moja dusza jest z Olgą Tokarczuk w jej powieści "Prawiek i inne czasy" .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie mam aż tyle czasu, żeby do końca usiąść i czytać, ale każdego dnia naginam kilka chwil, żeby wejść w świat książki, która na mnie czeka - choćby w łazience :D

      Usuń
    2. Ha, ha, w łazience mam biblioteczkę ;-)

      Usuń
    3. Od zawsze tam trzymam jakieś książki i czasopisma. Gorzej jak się zapomnę i tyłek ścierpnie :D bo czytam, czytam... Dobrze, że mam kota, który jak za długo tam jestem to drze się pod drzwiami jakbym potrzebowała czegoś w stylu akcja / reanimacja :D

      Usuń
  10. Ja lubię książki o różnej treści. W zasadzie nie przepadam za romansami,choć zdarzało się kiedyś czytać. Obecnie skończyłam cykl"Kuzynki Kruszewskie" Andrzeja Pilipiuka,
    a obecnie czytam Anny Brzezińskiej-"Wiedźma z wilżyńskiej doliny"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście lubię różne gatunki, ale bardzo lubię biografie. Teraz mam w planach kupienie tą o Wodeckim, bo byłam na Jego koncercie, który okazał się ostatnim ... a od zawsze uwielbiam Jego muzykę, teksty...

      Usuń

Prześlij komentarz