Pieskie życie (dzień 3 #projekt365 )



           Większość moich poranków zaczyna się od spaceru z tą oto damą. Nasza Kasi jest z nami od 9 lat. W tym roku za kilka miesięcy stuknie jej dziesiątka. Widać po jej pyszczku, jak siwieje nam powoli. Na uchu ma małą kępkę, która jest całkiem srebrzysta. Wszyscy we wsi na jej widok mówią, że lisa mamy. Coś w tym jest, bo shiba inu jest rasą odbudowaną i w jej genach jest właśnie lis. To specyficzna rasa, te psy nie pachną jak inne, mają fisia na tle czystości, mają kocią naturę.
           Posiadanie psa to pewien rytuał w życiu. Wychodzisz z nim rano i wieczorem, musisz mieć czas na mizianki za uchem. Oczywiście, gdy jesz to te małe oczka zerkają na ciebie mówiąc: "Oddaj jedzenie psuuuu " ... Tak to jest z tym naszym psem. Wy pewnie ze swoimi macie podobnie. Lubię tego naszego rudego samuraja, jak mówią o tej rasie Japończycy. We wsi ma trzech absztyfikantów: Wookiego, Towdiego i Puszka, który na jej widok macha puszystym ogonem. Ma też wiele wrogów, głównie wśród psich kobietek. Cóż, pewnie nasza chce być tu jedyną królową. Spisuję powoli jej życie jako książkę. Może pewnego dnia będziecie mogli poczytać o niej więcej niż tylko to, co zmieściłam w tym poście.
            To trzecie zdjęcie do #projekt365 . Ważne zdjęcie, bo w końcu Kasi to członek naszej rodziny, a kiedyś mam nadzieję, że jeszcze za wiele lat, będzie to piękne wspomnienie, do którego będę mogła wracać.
             Dziś nie tylko ja Was pozdrawiam. Kaśka też macha do Was ogonem :) życząc miłego poniedziałku.
         
             Ps. Dziś mam pierwszy dzień aerobiku. Jakby jutro nie pojawił się wpis, to znaczy, że sąsiadka mnie zakopała pod płotem szkoły, w której mamy wieczorem ćwiczyć. Mówiłam jej, że zwłok nie ma ciągnąć, może je gdzieś tam porzucić... Może mieć tylko problem z zakopaniem, bo dziś u nas mróz i ziemia twarda na kamień :) Zatem trzymajcie kciuki, żeby mnie nadmiar ruchu nie załatwił na amen.

Komentarze

  1. Nasz piesa ma już prawie czternaście. Młodszy uczył się chodzić trzymając ją za ogon. Chyba właśnie Dala ma najwięcej cierpliwości z nas wszystkich. I najwięcej łagodności. Teraz to już prawdziwa psia babcia o obolałych łapach, wygrzewająca swoje kości przy kominku. I tak samo niezbędna jak każda babcia. Po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach wiekowe psy mają w sobie takie cudowne spojrzenie, jakby mówiły, co ty tam wiesz człowieku młody. Taka babcia to skarb. U nas 10 lat skończy w tym roku razem z Kas też nasza kotka Andzia. A Meg skończy dopiero 4 latka. Życie bez zwierząt jest o wiele pełniejsze.

      Usuń
  2. Piękna lisica!
    Dasz radę, pierwszy dzień najtrudniejszy, potem w chodzi w nawyk...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeżyłam ćwiczenia. Oj nie było idealnie, ale tego nie oczekiwałam. Miałam porażone ciało kilka lat temu i ewidentnie widziałam ćwicząc, że choć teraz jestem sprawna, to moja lewa strona niestety pozostawia wiele do życzenia. Jednak zdaję sobie sprawę, że regularność wprowadzona w rytm życia pomoże mi, a przecież nie stanę się młodsza, więc choć stanę się sprawniejsza :)

      Usuń
  3. Ależ piękna na Kasieńka! Kocham zwierzęta, może poza myszami i szczurami... pająków też raczej nie lubię, komar mój wróg... lecz ogółem, życie jest piękne, w każdym kształcie i postaci. Gdzieś słyszałam, że jeśli pies jest najlepszym przyjacielem człowieka, to niejako ten pies ma problem - niestety czasem te słowa się sprawdzają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myszek nie lubisz? No coś Ty, słodkie takie i trzęsące ogonem.. Pająków nie lubię, choć na wsi ich tyle, że uwielbiam im robić zdjęcia. Komary u nas to norma, wokół stawy i dolina rzeki Samicy, więc przed nimi tu się nie ucieknie. Choć my na szczęście mamy dobre moskitiery. Co do psa, to tyczy się też innych zwierząt ... Oj czasami ręce mnie świerzbią, jak widzę psa na łańcuchu, przy budzie...wrr

      Usuń
  4. I ja żyję stale wśród zwierząt różnego rodzaju. W grudniu musiałam pożegnać suczkę Sonię która miała ponad 18 lat i kleszcza w życiorysie. Kleszcze u nas to wielka zmora bo pojawiają się już w marcu a znikają jak w tym roku dopiero w listopadzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kleszcze to paskudy, ale nasz pies przez to, że ma gęste futro i do tego nie pachnie, dotąd nigdy nie miała przyjemności z tym wstręciuchem. Raz jeden wpadł na pomysł, żeby wejść na furto, ale chyba bał się, że się udusi w tej gęstwinie kłaków. Mamy las bardzo blisko, ale staramy się chodzić ścieżkami, gdzie rzadziej chodzą inni z psami. Ps. 18 lat dla psa to piękny wynik. Boję się dnia odejścia Kasi. Wolę o tym nie myśleć.

      Usuń

Prześlij komentarz