Marzę o wiośnie (dzień 6 #projekt365)



            Szukałam pomysłu na zdjęcie do projektu. ( Dzień 6 #projekt365 ) Moje myśli błądziły, aż trafiły na półkę, na której siedzi lalka, której nie skończyłam, bo... No właśnie tu jest problem. Ma już spodnie, bluzkę. Niby wszystko w niej pasuje, ale ciągle mi w niej za mało życia. A może za mało miłości? Sama nie wiem. Jest skazana na dalsze siedzenie i patrzenie na mnie tymi wielkimi oczami. Nie mam serca po nią sięgnąć. W grudniu miałam wręcz wstręt do szycia. Gdy podchodziłam do maszyny czułam, że każda komórka mojego ciała warczy. Przez ponad 9 lat to było moje życie. W ciągu roku w naszej pracowni potrafiło powstać prawie tysiąc produktów, małych i dużych. A teraz leżą, czekają na to, że minie niechęć. 
              Gdy tworzyłam Panią Niteczkę nie myślałam, że będę nią już pewnie na zawsze. Śmieszne jest to, że malowałam, robiłam decu i inne rękodzieło, ale i tak szycie dominowało. Nie miałam na to wpływu. Klient nasz pan, on wskazuje drogę. Teraz od prawie dwóch lat odsuwam szycie. Śmieję się, że to taki detoks. Tworzę coraz mniej, coraz bardziej się bawię, ale i tak bywa, że pojawia się komunikat w głowie: "Ach wrzuć to do kosza i zapomnij..." Tylko, że tak się nie da. Jednak coraz mocniej pochłania mnie pisanie. Ile razy mam podejść do tkaniny, odkładam ją na półkę "zrobię później". Za to po momencie siadam do laptopa i jak mówią w domu, nie ma mnie... Siedzę, piszę, jestem gdzieś tam wśród pól albo w wielkim mieście. Mam taką wielką chęć pisania, mówienia, stawiania znaków.

              W pracowni trwa przeorganizowanie, bo na wiosnę wreszcie będę miała tam położoną gładź i stanie się moim małym królestwem do pisania. Mąż się śmieje, że mogłabym zaadoptować pokój na piętrze, ale nie chcę. Ten mały pokój ma wielkie okno, które wychodzi na ulicę. Nie jest wielce ruchliwa, jak to na wsi, ale latem mogę przez nie obserwować rodziny idące na plac zabaw z dziećmi, panie z kijkami łapiące formę na wiosnę, czy choćby bociana, który co roku brodzi przed naszym domem. To okno jest jak żywy obraz. Zawsze świat za nim inaczej wygląda i też, gdy się wraca do domu to zachodzące słońce najpiękniej się w nim odbija. Zatem, czy może być lepsze miejsce do pisania? No nie! Czekam na ten mały remont. Regały z tkaninami zawężą swe jestestwo. Będzie ich mniej, ale za to zostanie na nich, co ważne, po co jeszcze chcę sięgnąć. Reszta regałów powita książki, albumy, notatniki, które kłębią się jeszcze w kartonach po przeprowadzce. Pewnie dlatego tak mocno czekam na wiosnę, bo to zawsze czas zmian na lepsze, czas odnowy, przemiany, nowej energii. Może wtedy też ta lalka ze zdjęcia otrzyma to coś i poleci do kogoś, kto na nią spojrzy i powie: "Mojaś ty najmilejsza"  albo "Cześć Franka. Dobrze, że jesteś." 

Komentarze

  1. Trwa nowy etap w twoim życiu, czerp z przyjemności pisania jak najwięcej. Ja też na tym korzystam,z czytam twoje wpisy z uwagą, gdy pokazywałaś twoje prace nie zauważałam o czym piszesz. Najważniejsze były zdjęcia uszytków :-)
    (Czytam wszystkie komentarze i odpowiedzi )

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczy ma piękne, a może kwiat we włosach pomógłby?
    Ja kiedyś dużo szyłam i dziergałam, także zarobkowo, ale było tego za dużo. Teraz powoli nabieram chęci, gdy widzę piękne tkaniny i włóczki...może kiedyś znów wrócę do tego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kwiat, dobry pomysł. Choć myślę, że jak dziś napisała koleżanka, to chyba jedna z najmocniej zadumanych lalek... jakbym gdzieś tam w środku siebie mówiła, odpocznij od szycia. A dobre tkaniny są zawsze dobre, jak nie teraz, to na inny dzień.

      Usuń
  3. Porzuciłam rękodzieło na wiele lat. Zniechęcona, wypalona. Wtedy za to powstawały moje bajki...aż zamknęłam cykl będący moją osobistą wędrówką przez pytania...i znowu poczułam, że chcę tworzyć materię. To fascynujący proces zmian :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana osobiście wierzyłam, że nigdy szyć nie będę, bo tak spędzałam swoje życie jako dziecko. Moja mama dorabiała szyciem. Jak ja nienawidziłam tego, że całe popołudnia coś trzeba było kroić, podrzucać w ręku. A życie napisało własny scenariusz. Stwierdzenie "nigdy nie mów nigdy" sprawdziło się. Dlatego też teraz nie mówię, że przestaję szyć. Wiem, że po prostu odpoczywam sama od siebie. Może pewnego dnia, kto to wie...

      Usuń
  4. Ależ Ci zazdroszczę tego bociana pod oknem.
    Ja mieszkam w największym polskim mieście .... i mogę tylko obserwować ptaki miejskie.
    Dopiero jak wyjeżdżam na podwarszawską działkę to szaleję ze szczęścia.... ale najpierw muszę poczekać na wiosnę.
    A lalka - fascynująca...
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bocian bocianem, a wczoraj zwiały sąsiadowi krowy i je gonili :D Prawdziwy Teksas by Zielątkowo mieliśmy. A rano na spacerze widzieliśmy 12 saren pasących się w polu. Tak życie w rezerwacie przyrody to coś wspaniałego. Wiesz u nas jak to mówią, czym chata... będziesz miała po drodze przez Poznań, to wlatuj :)

      Usuń
  5. Pisz...pisanie to dawanie siebie innym w najlepszym tego słowa znaczeniu...też marzę o pisaniu, ale dopiero, gdy Wnuki podrosną i nie będą tak potrzebować " babcinego czasu". Teraz korzystam z tych właśnie chwil, bo są dla mnie najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie wnuków na razie brak. Dopiero jakieś tam śluby przed nami :) Zatem masz rację, warto korzystać, że jeszcze nie mam kolejnych maluchów na głowie.

      Usuń

Prześlij komentarz