Grafik kontra atak srok ( dzień 2 #projekt365)


              
               Dzień 2 - projektu 365 

           Hmm wybór zdjęć nie jest taki łatwy jak myślałam. Staram się wsłuchiwać w moje pierwsze myśli, które pomagają mi rozruszać ciało o poranku. Dziś niedziela. Na wsi można to zauważyć, bo nie jeździ mi pod oknem imć Włodek, szalony facet w swojej wielkiej żółtej ciężarówce - pracownik firmy, która ciągnie kanalizę w naszej wsi. Właśnie zaczęli nasz kawałek drogi, więc mogę przez okno obserwować jak podskakuje głośno ten wielki wóz. Dziś cisza na drodze. Poszłam na spacer z psem ciągnąc z sobą moich dwóch mężczyzn, syna i męża. Patrzyliśmy jak sroki leją dzikiego ptaka, który pewnie zbliżył się do ich gniazd za blisko. Ale oczywiście aparat został w domu, więc ze zdjęcia wyszły nici... 
           Niedziela powinna być dniem wolnym, leniwym, rodzinnym. U nas tak będzie za tydzień jak na weekend zjadą dzieci ze swoimi partnerami. Dziś w domu cicho i pusto, bo mąż ma popołudniówkę w pracy. 
           Stąd pomysł na dzisiejsze zdjęcie. To grafik wiszący na naszej lodówce. Żyjemy w domu według jego rytmu. Mąż pracuje na Centrali Nadzoru Ruchu MPK. To bardziej służba niż praca, bo oni nie mają czasu odmierzanego od poniedziałku do niedzieli. Oni pracują w dni wolne i święta. Zatem my jako domownicy musimy się liczyć, że nie będzie u nas normalnych świąt. Musimy żyć tu i teraz, a nie odkładać coś na weekend. Tak już pod ponad piętnastu lat, więc jakoś to znosimy... choć miewamy czasami małe kryzysy, gdy pojawia się złość na taki tryb życia jednego z nas. To też pokazuje jak ważne w życiu jest współgranie, czekanie na siebie, wspólne posiłki, rozmowy, bycie razem. Na wsi to wszystko nabrało innego wymiaru. W mieście, gdzie wszystko pędzi, to ten grafik męża sprawiał, że czas wydawał się gdzieś uciekać. Budziłeś się i bach... dnia nie ma. Odkąd żyjemy według przylotu ptaków, siewów na polach, wschodów i zachodów słońca czas ma inny wymiar. Dni nie znikają. Jak dzisiejszy... to dzień z grafiku, ale te sroki zostaną w nas na zawsze. Ta piękna kania uciekająca przed bandą biało czarną jest wspólnym wspomnieniem. To jest nasza mała chwila z dnia 2 projektu ... 

Pięknej niedzieli Wam życzymy. Złapcie choć jedną szczęśliwą chwilę...



Komentarze

  1. Bardzo sympatyczna fotka:-)
    U nas też cisza i spokój po aktywnym i ludnym okresie świątecznym, ale wybraliśmy się na zimową wycieczkę:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć w niektórych regionach Polski spory śnieg... A u nas bardziej wiosna niż zima obecnie.

      Usuń
  2. Nareszcie do Ciebie dotarłam. :)
    Współgranie jest chyba najważniejsze. Zazębianie się chwil, wspólny czas ale i margines zostawiony dla siebie. Wszystko dopasowane, zszyte jak Twoje śliczne zwierzaczki. Z różnych materiałów, wzorów a jednak tworzące całość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to współgranie najważniejsze. My docieramy się 28 lat. Bardziej przypominamy wytarty miejscami patchwork, ale to, że ciągniemy w jedną stronę daje nam szansę na to, że jeszcze wiele dobrego przed nami :) Cieszę się, że udało się trafić do mnie. Zapraszam do rozgoszczenia

      Usuń
  3. Przyjąć i pogodzić się z tym co nam nie pasuje....bardzo trudne,choć właśnie na tym polega małżeństwo.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz