Dyzio Marzyciel w każdym z nas ( dzień 7 #projekt365 )



        Mija właśnie siódmy dzień projektu, czyli pierwszy tydzień mogę zamknąć. Mam już pierwsze wnioski. Wcale nie jest prosto wybrać zdjęcie, wokół którego chce się opleść tą historię. Pewnie, że wystarczyło po prostu wrzucać same zdjęcia, które też by opowiedziały wiele. Jednak potrzebowałam swoistej serii małych opowiadań, bo przypominam sobie, jak wielką przyjemnością było samo pisanie. A gdy człowiek może połączyć dwie pasje to czuje, że coś co wypuszcza w świat jest pełniejsze. Mi sprawia to wielką radość i cieszę się, że jest Was - Czytelników - coraz więcej. To bardzo motywuje do działania. Przede mną kolejne 51 tygodni. To będzie ciekawe doświadczenie. Może będzie to dłuższa historia niż 365 dni. Zobaczymy. Czas pokaże, na ile jestem cierpliwa i na ile wystarczy mi samozaparcia.

        Do zdjęcia nr 7 ( #projekt365) dał się namówić do pozowania nasz syn Tomek. Gdy tak usiadł i spojrzał w niebo, już wiedziałam o czym będzie post. Tomek wygląda jak Dyzio Marzyciel. Jak to jest, że ludzie marzą, ale nie potrafią spełniać marzeń? Tyle razy składamy sobie życzenia:
- Spełnienia marzeń najskrytszych. - A jednak, gdy się zagłębisz i zapytasz kogoś, czy udało mu się coś faktycznie zrealizować, to często pada odpowiedź:
- Wiesz, nie mam pieniędzy ( czasu, zapału, wiary...)

        Jestem zatem dziwolągiem. Mój mąż wiele razy śmiał się, gdy mówiłam do niego mijając sklep z telewizorem, o którym oboje marzyliśmy i mówiłam:
- Kochanie za miesiąc będę taki miała. - Po czym tak los się układał, że wpadały nam w ręce pieniądze z różnych źródeł, po czym szliśmy i kupowaliśmy telewizor. Tak samo było, gdy mieliśmy małą kawalerkę i idąc Jeżycami, mijałam kamienicę ( nawet nie wiedziałam, że to była ta z "Jeżycjady" pani Musierowicz ) i pokazałam mieszkanie. Słońce w nim podróżowało między oknami od wschodu aż po zachód. Szliśmy spacerem z malutkim Tomkiem i rzekłam:
- O tu chciałabym mieszkać. - i wyobraźcie sobie dosłownie w ciągu kilku miesięcy tam się przeprowadzaliśmy. Bardzo kochałam tamto miejsce na naszej Ziemi... Tam narodził się Marek i Agnieszka.
         Na końcu marzyłam o domu. Co prawda, nie myślałam o wsi, ale do lepszego wyobrażenia domu, zamówiłam katalog. Tam wypatrzyłam Karmazyn, projekt, w którym się zakochałam. Gdy pierwszy raz przyjechałam do miejsca, w którym właśnie piszę ten post, byłam kolejny raz w życiu zszokowana, że to dokładnie ten dom! Zaczęli go budować w 2003 roku i porzucili, jakby miał czekać na coś nowego, na ręce kogoś, kto udźwignie skończenie budowy. Chcieli się go pozbyć, więc kupiliśmy dom w cenie działki budowlanej. A teraz powoli kończymy go myśląc, że znaleźliśmy nasze małe królestwo.

          W każdym z nas mieszka Dyzio Marzyciel. Nie powiem Wam, jak spełnia się marzenia ani jakim cudem spotykają mnie takie rzeczy. Wierzę w rodzaj swoistej przychylności losu, dla tych, którzy szukają, wierzą, pytają, wydeptują ścieżki ku szczęściu. W życiu miałam małe marzenia i te wielkie, gdy w 13 dni przejechaliśmy przez Europę aż po ocean. Jestem wdzięczna losowi, że dał mi tyle przeżyć, że choć podarował też tysiące łez po drodze i bywał czas, gdy dwa razy oglądałam chleb, niczym go zjadłam. Jestem wdzięczna za to, że życie jest trudne, nieznośne, bolesne, ale też piękne, pełne przygód i wypełnione niespodziankami tak szalonymi, jak ludzie, u których spaliśmy w podróży, choć ledwie się znaliśmy.
          Wierzę, że warto marzyć, ale też trzeba robić małe kroki ku temu, co ma się spełnić. Nie można bać się  pytać, nie można obawiać się wyjścia ze strefy komfortu. Nie można drżeć na widok obcych ludzi, bo jesteśmy stworzeniem stadnym, a w chwilach prawdy jesteśmy istotą niesamowicie kochaną i bardzo dobroduszną!

          Jeśli marzysz o czymś, sprawdź co możesz zrobić w tej sprawie. Jeśli to marzenie Cię przerasta, może poszukaj małe i spróbuj na początek zrealizować właśnie je. Teraz tworzę kolejną listę marzeń i lepiej nie pytajcie, co tam już jest, bo mój mąż tylko się śmieje, że czeka aż pojawi się tam lot w kosmos. Kto wie... :)

Komentarze

  1. To prawda, nie jest łatwo znaleźć zdjęcie i wymyślać historie, ale Tobie świetnie się to udaje i dobrze się czyta...
    Marzyc lubię, ale moje marzenia są skromne, by nie kusić losu, a poza tym realia robia swoje, a wolę nie dołować się brakiem środków na ich realizację...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest taki cytat Montgomery " Nikt nie jest za stary na marzenia. Tak jak marzenia się nie starzeją" - Wiesz, czasami trzeba marzyć, za czymś wielkim, bo idąc małymi krokami spełniając te właśnie drobne marzenia, bywa, że nogi nas doprowadzą do czegoś, co wydawało się nie do spełnienia

      Usuń
  2. Świat staje się takim jakim go widzimy i czujemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Ponoć nasze marzenia i codziennie życie są tym samym, a plany stają się realne, bo najzwyczajniej w świecie wychodzą na światło dzienne.

      Usuń

Prześlij komentarz