Pędzlem muśnięte


Gdy już dłonie mają dość szycia, a czasami tak się zdarza - łapię za pędzle i wyżywam się od tej strony.
Wczoraj naszło mnie na pomalowanie tacek, które już od dawna na mnie patrzyły błagalnie.


A że za oknem zimno to na przekór aurze użyłam pogodnych barw. Może to odgoni zimę.
Lubię tak odpoczywać. Całkiem nic nie robić to aż grzech ;D ale malowanie daje wiele radości.
Polecam jako terapię na wszelkię smutki.


Nasze dzieci też uwielbiają grzebać w farbach, kredkach akwarelowych. Od lat się śmieję, że my powinniśmy mieć wielką halę przerobioną na warsztat twórczych szaleństw. 


A jak tam u Was? Już pachnie świętami? U nas już powoli zaczyna. Jeszcze jutro ostatnie zakupy i będzie temat opanowany. Szkoda tylko, że mąż ma w święta pracę i to popołudniówki. Nie lubię takich w połowie samotnych świąt. Ale cóż ... taka praca. 

Komentarze

Prześlij komentarz